niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 5

- Selena! Mnie się tak nie zlewa!- Angel spojrzała na mnie i na Biebera z wielkimi oczami. Odepchnęłam odruchowo szatyna.- Eee...ja o czymś nie wiem?- zrobiła dziwną minę, która była u niej codziennością.
- Nie?- nie wiedziałam za bardzo jak wybronić sie z tej sytuacji.- Wpadło mi coś do oka i Justin próbował to wyjąć.
- No tak.- potwierdził moje kłamstwo.
- Mhmmm.- brunetka przymrużyła oczy.- Czekam na ciebie pod klasą, Selena.- powiedziała, odwróciła sie i odeszła.
Odetchnęłam z ulgą.
- Wpadło do oka mówisz?- Bieber zaczął sie śmiać.
- Cicho bądź, tylko to mi wpadł do głowy.
- Ahahahha.- śmiał sie cały czas.
- Uhhh idę do niej, widzimy sie później.
- Czekaj!- Złapał mnie za nadgarstek. Nachylił się nade mną i zbliżył swoje usta do moich.- Pójdziesz ze mną na bal?- zapytał. Cofnęłam się w tył.
- Jaki bal?
- No jesienny bal. To jak?
- No z przyjemnością.- uśmiechnęłam sie szeroko, Justin także.- A kiedy on jest?
- Jutro.
- Co?!
- Haha, żartowałem.
- Ufff.- odetchnęłam.
- Pojutrze.
- Justin!
- Teraz serio nie żartuję.- pocałował mnie w polik.- Będę dziś o 18.
- Do zobaczenia.- powiedziałam i odeszłam.

Tego samego dnia miałam jechać na zakupy z którymś z chłopaków. Pewnie mulat ze mną pojedzie on najbardziej z nich wszystkich uwielbia zakupy. Przebrałam się i zeszłam na dół.
- Kto jedzie ze mną?
- Ja!- odezwał się brunet. Tak jak przeczuwałam.
Stałam przed samochodem mulata i czekałam na niego. Kiedy się już zjawił zapytałam.
- Mogę ja prowadzić?- zrobiłam maślane oczka.
- Nie.- odpowiedział krótko.
- Oj no proszę.
- A co ja z tego będę miał?- oparł się o drzwi auta.
- To że pokażesz się ze mną publicznie, z taką mega gwiazdą ci nie wystarcza?- zażartowałam.
- Ale zaszczyt móc jechać na zakupy z taką damą.
- No widzisz, to mogę?
- Niech ci będzie.- rzucił mi kluczyki.
- Dzięki jesteś kochany.- dałam mu buziaka w policzek.
Zayn mi przynosi pecha. Jak na złość nie mogłam odpalić samochodu, a Malik się tylko, a to śmiał, a to denerwował. Kiedy już udało mi się ruszyć jechałam jak to zawsze dość wolno, słuchając głośno muzyki i śpiewając, brunet wiercił się i mamroczył coś pod nosem.
- Coś nie tak!- robiłam mu na złość. Wyłączył radio i spojrzał na mnie z surowa miną. Przeszły mnie ciarki. Odwrócił wzrok, a ja nie chciałam już go denerwować więc przyśpieszyłam.
Wysiadając z auta powiedział.
- Ostatni raz dałem ci prowadzić.
- Zayn, no weź.- był zdenerwowany i to bardzo. No nie wierze że taka głupota go tak wkurzyła.- Bo ci żyłka pęknie.
- No i bardzo dobrze!- wykrzyczał, a ja wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na niego jak na idiotę.- Przepraszam.
- Aha? Okey?
- Chodźmy już do tej galerii.- Wziął mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą.
Chodziliśmy po najprzeróżniejszych sklepach. Niestety, nic nie przypadło mi do gustu. Przymierzałam setki sukienek, ale nic nie potrafiłam wybrać.
- A ta?- Zayn pokazał mi różową krótką sukienkę.
- Taka zwyczajna.- skrzywiłam się.
- Ładna jest. Krótka i różowa.
- No właśnie trochę za krótka chyba co nie.
- Przymierz.- powiedział podając mi ją.
- I jak?
- Zajebiście. Kupuj i lecimy bo się spóźnię na nagranie.
- Dobrze, dobrze.
Po zakupach wróciliśmy do domu, ale Zayn tylko na chwilę bo od razu pojechał na nagrania. Oczywiście w drodze powrotnej to on prowadził.
Angel przyszła do mnie na noc, śpi dziś u mnie.
Brunetka włączyła jakiś nudny film i zaczęła go oglądać zajadając się popcornem. Ja co chwilę zerkałam w telefon czy może Justin napisał, ale niestety nic takiego się nie stało.
- Angel powiedz mi coś.
- Ale co.- powiedziała z buzią pełną prażonej kukurydzy.
- Co takiego jest w Bieberze, że te wszystkie laski tak na niego lecą.
- Nie mam pojęcia, sama sobie odpowiedz na to pytanie, ty tak samo na niego lecisz.- otworzyłam buzie na słowa które wypowiedziała.- Ślinisz się do niego jak buldog na widok pudla.- zaczęła się śmiać.
- A ty to co? Ślinisz się na widok Nialla.
- Bo ja mogę.
- Skoro tak to zapewne nie będziesz zła że teraz za tobą własnie stoi blondas.- zaczęłam głośno się śmiać. Angel odwróciła się w stronę Horana, cała czerwona na twarzy. - Zostawię was samych, pójdę się przejść.
Ubrałam się bo byłam w dresie.  Nie było późno, dochodziła 19, na ulicach LA było jeszcze widno. Przeszłam przez ulicę Biebera. Sama nie wiem czemu, ale jakoś tak mi pasowało, kiedy spojrzałam na jego dom, zobaczyłam jego i jakąś dziewczynę. Szatyn zawzięcie z nią rozmawiał. Wlepiał swoje cudowne oczy w nią jak w obrazek. Moja twarz przybrała niezadowolony wyraz, jak i zarazem zdenerwowany. Ale najgorsze dopiero się stało. Blondynka przybliżyła się do niego i delikatnie pocałowała w kącik ust. Z wrażenia otworzyłam buzię, że Justin na ten gest uśmiechną się i jeszcze ją przytulił. Kiedy blondynka odwróciła się w stronę furtki, Bieber zauważył mnie. Był strasznie przerażony. Spojrzałam na niego znacznie i odeszłam.  Usłyszałam że biegnie za mną wykrzykując moje imię,
- Selena ja ci wytłumaczę.
- Ale co? Nic się nie stało.- patrzyłam na niego z wrednym uśmieszkiem.- A i bal. To nie był dobry pomysł, żebyśmy poszli na niego razem. Jesteś dla mnie tylko partnerem do tańca i zawsze nim pozostaniesz. Nie jesteśmy nawet przyjaciółmi, więc będzie lepiej jak znajdziesz kogoś innego kto z tobą pójdzie. Cześć.
- Selena...- to ostatnie słowo, które wtedy od niego usłyszałam.
Wróciłam do domu, weszłam i trzasnęłam mocno drzwiami. Na kanapie Niall i Angel leżeli i całowali się.
- No brawo Angel już chcesz dać mu dupy. Szanująca z ciebie kobieta jest nie powiem że nie! Każdy facet to świnia i żaden nie powinien mieć dostępu do jakiejkolwiek dziewczyny!- wykrzyczałam i pobiegłam do swojego pokoju. Zaczęłam płakać. Obraziłam swoją najlepszą przyjaciółkę, ale to przez tą całą sytuację. Ona wie że nie powiedziałam tego szczerze, ale wkurzyłam się, Leżałam i płakałam w poduszkę. Do pokoju weszła Angel.
- Selena co sie stało?
- Przepraszam cię Angel za to co powiedziałam, ale teraz proszę wyjdź bo chcę zostać sama.
- Nie nie wyjdę i mów mi kurwa mać co jest nie tak?!
- Bieber! Miałaś racje co do niego! To pieprzony gwiazdor, który nie ma uczuć i najchętniej prze ruchałby każdą laskę.
- Selena, nie rycz przez jakiegoś szmaciarza. Tyle razy, kiedy byłyśmy jeszcze w gimnazjum powtarzałyśmy sobie, że nie warto załamywać się przez dupków tylko trzeba się zawsze odegrać, a ty teraz ryczysz.
- Masz racje. To tylko partner do tańca. Nic więcej, ale odegram się i jeszcze zobaczy.
- No i prawidłowo kochanie. Chodź idziemy spać. Dobranoc.

***********************************
Miłego czytania!:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz