niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 9

*Selena*
Mała wczorajsza imprezka z Angel, udała się. Nie miałam jakiegoś mega kaca, tylko trochę bolała mnie głowa. Podniosłam się z łóżka i rozejrzałam po pokoju. Wstałam i założyłam na siebie szlafrok. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie siedział na hakerze Liam.
- Jak się czujesz siostra?
- Dobrze. Tak sobie myślę, że już czas żebym zaplanowała swoją imprezę na osiemnaste urodziny, które są już za niecałe 3 tygodnie.
- To dobry pomysł, ale ja ci dziś w tym nie pomogę.
- Jak to?
- Jadę dziś do Sophie (jego dziewczyna) i nie wrócę na noc.
- No no, tylko zabezpieczajcie się, żebyś nie został ojcem w wieku 21 lat.- zaśmiałam się.
- Nie bój się o to, lepiej pilnuj Justina.- odchrząknęłam.
- Nigdy z nim nie byłam i nie będę.- upiłam łyk kawy, którą wcześniej zrobił dla mnie mój brat.
- Coś się stało?- zapytał przejęty.
- Nie chcę o tym gadać. Uciekaj lepiej do Sophie pewnie już na ciebie czeka...- wstałam i ruszyłam do łazienki.-...naga...- zaśmiałam się i pobiegłam na górę, usłyszałam za sobą tylko prychnięcie mojego brata.- Ej Liam!- zawołałam, ale szatyna już nie było w domu. Westchnęłam i zapukałam do pokoju Nialla. Nie wiedziałam czy jest w domu i własnie o to chciałam zapytać Liama. Kiedy ie usłyszałam żadnego słowa, otworzyłam białe drzwi. W pokoju panował nieład. Zamknęłam spowrotem drzwi i tą samą czynność powtórzyłam jeszcze 3 razy by upewnić się czy Louisa, Zayna i Harrego też nie ma. Był tylko Styles.
- Harry.- weszłam do jego pokoju.
- Tu!- krzyknął z łazienki.
- Pomógłbyś mi dziś w czymś?- zapytałam opierając się o futrynę drzwi w łazience Stylesa.
- Sorry, ale jestem umówiony na randkę z Emmą Watson.- skrzywiłam się.
- Nikt nie ma dla mnie dziś czasu.- westchnęłam i usiadłam na zimnych kafelkach.
- Wybacz młoda, ale wiesz...
- I tak nie poruchasz Styles.- zaśmiałam się.- A na mojej imprezie pewnie poruchasz, więc mógłbyś chociaż raz odwołać ''randkę''.- zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Nic z tego Sel.
- No trudno.- powiedziałam i wyszłam z jego pokoju.
Ubrałam się i wyprostowałam włosy, które sięgały mi już prawię do pasa i zeszłam na dół. Szlak! Zapomniałam o jednej małej rzeczy.
- Harry!
- Co?!
- Mogę wziąć twój samochód.- usłyszałam śmiech.- Mówię serio.
- Mogę cię co najwyżej podwieźć.
- No okey to ruchaj dupę.

~*~

Właśnie w niecałe 3 godziny wynajęłam klub na moją imprezę i załatwiłam DJ-a. Teraz mam zamiar iść do jakiejś galerii. Właśnie siedzę  w metrze i piszę sms'a do Angel.

Masz jakieś plany na dziś? 
Chciałam się wybrać na jakieś zakupy, a co, Sel?
To za 15 min w Half. 
Okey.-odpisała mi.

~*~

- Jestem już padnięta Sel. Chodźmy na jakąś kawę.
- Czekaj wejdę jeszcze do Victoria's Secret.- właśnie zmierzałam ku różowemu sklepu, kiedy wpadłam na kogoś.- Ups przepraszam.- spojrzałam w górę. Zatkało mnie. Justin tu był. Wyminęłam go i z przerażeniem w oczach szłam dalej.
- Selena zaczekaj!
- To ja zostawię was samych.- powiedziała Angel.- Jakby co będę w Strasburgu.
- Co?- odwróciłam się w jego stronę.
- Chciałem z tobą pogadać.- powiedział.
- No to słucham.
- No ale może nie tutaj.- spojrzał na różowy sklep, a ja zachichotałam, ale powaga znów wkradła się na moja twarz.
- Albo mówisz mi o co ci chodzi Tu, albo...- nie dokończyłam bo mi przerwał.
- Przepraszam.- powiedział.- Przepraszam cię za wszystko, za to że jestem takim dupkiem, za to jak cie traktowałem, chociaż myślę że robiłem to najlepiej jak potrafiłem, przepraszam za to że powiedziałem ci co do ciebie czuję, Selena...- uklęknął, a ja zakryłam usta dłonią.- Przepraszam cię za wszystko. Wybacz mi.
- Justin wstawaj.- złapałam go za ręce.
- Nie do puki nie powiesz mi, że wszystko pomiędzy nami jest ok.
- Wstań.
- Wybacz mi.- powtarzał.
- Justin nie mam czego ci wybaczać. Nigdy nic oprócz przyjaźni nas nie łączyło...- nie dokończyłam.
- Nieprawda! Ja cię kurwa kocham! I to zasranie mocno, że nie potrafię nie myśleć o tobie, nie potrafię zapomnieć rozumiesz to!?
- Nie krzycz.- wszyscy w budynku, którzy mieli na nas w zasięgu wzroku, wpatrywali się z uwagą.
- Będę bo nie możesz zrozumieć tego, że mi na tobie zależy!- wstał i odwrócił się, chciał odejść.
- Justin.- powiedziałam cicho łapiąc blondyna za dłoń.- To ja przepraszam. Byłam niesprawiedliwa.
- Selena ja po prostu...
- Cii...- przyłożyłam mu palec do ust.- Zapomnijmy o tym okey?
- Mam zapomnieć o tym, że cię kocham?- skrzywił się.
- Zacznijmy wszystko od nowa, okey? Wróćmy do przyjaźni.
- Nie umiem.
- Spróbujesz? Dla mnie?
- Okey.- powiedział ze spuszczoną głową w dół.
- Pójdziesz ze mną do Victoria's Secret?
- Okey.
- Co tam u ciebie?
- Okey.- odpowiedział.
- Jak się czujesz?
- Okey.- znów powtórzył to słowo.
- A jak w szkole?- przymrużyłam oczy.
- Okey.
- Bieber!
- No co?
- Nie mów ciągle ''okey''.
- Okey.
Spojrzałam na niego z niezadowoloną miną, ten się wyszczerzył. Przewróciłam oczami i zaczęłam oglądać bieliznę.
- Ta jest fajna.- Bieber podał mi czerwone stringi i czerwony koronkowy stanik.
- Zapomnij.- zaśmiałam się.


~*~

- To tak: Luke, Kevin, Melissa, Angel, Ty, Liam, Sophie, Zayn, Perrie, Louis, Eleanor, Niall, Harry, Gemma, Anny, Ben, Dylan, Demi, Ashley, Vanessa, David, Rayan, Austin, Roberth, Christian, Jacob, Rhydian, Katy, Miley,- wymieniałam Justinowi głównych ludzi, którzy napewno znajdą się na mojej imprezie.
- Czekaj bo nie nadążam.- przerwał mi.
- To są ci z LA i co napewno się zjawią plus jeszcze jakieś około 100 osób z Bakersfield. No i nie wiem jakieś 40 do tego stąd.
- Jesteś pewna że ci z Bakersfield przyjadą to do LA.
- Tak mówiłam Britney, mojej najlepszej przyjaciółce z Bakersfield, żeby ogłosiła to w szkole i mówiła mi, że cała szkoła o tym huczy i  że jakieś 100 osób na pewno przyjedzie, a wiesz szkoła jest duża.- zaśmiałam sie.
Justin odłożył zeszyt i długopis i położył się na moim łóżku, ja też położyłam się i zamknęłam oczy.
- Muszę już lecieć.- powiedział, a ja gwałtownie otworzyłam oczy.
- Czemu już?
- Późno jest.- spojrzałam na zegarek i zrobiłam głupią minę.
- Jest 19.00. Nie jest późno.
- Tak ale wolę ci nie przeszkadzać i nie psuć sobą wieczoru, lepiej już pójdę, pa.- wyszedł z mojej sypialni.
- Czekaj!- krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.- Nie przeszkadzasz mi.- powiedziałam tuż przy jego twarzy.
- Będzie lepiej jak pójdę.- zszedł schodami na dół i ubrał buty.- Pa Sel.- powiedział i przytulił mnie delikatnie.
- Cześć.- dałam mu całusa w polik. Zauważyłam że lekko się zarumienił. Aww.
Cały wieczór spędziłam na obżeraniu się popcornem i pisaniu na Facebooku ze znajomymi. Dostałam nagle SMS-a.

Od Justin.
Dobranoc. Spij dobrze:):3.

Do Justin.
Ty też:*.

Od Justin.
:').

Do Justin,
Coś się stało?:C

Od Justin.
Bez ciebie obok nigdy nie będę spał dobrze, ehh. Dobranoc.

Nie odpisałam już tylko ledwo co powstrzymałam łzy. Raniłam go i to świadomie. Czy może być coś gorszego?

wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział 8

*Justin*

Sześć pieprzonych miesięcy. Sześć miesięcy cierpienia i próby zapomnienia o niej. Ale nic takiego się nie wydarzyło, nadal ciągle o niej myślę i ją kocham. Nie mogę pogodzić się z tym że wyjechała nawet mi o tym osobiście nie powiedziała.  To było najgorsze co mogłoby być. Chciałem zapomnieć dzięki laską, imprezą, alkoholu i wyścigom. Nie udało się.

Kolejny dzień bez niej. Czuję się okropnie tak jak zawsze od sześciu miesięcy, tylko jeszcze do tego mam kaca po wczorajszym. Wziąłem prysznic, założyłem na siebie dres i wyszedłem z domu pobiegać.

Kiedy wróciłem przebrałem się i poszedłem do klubu, gdzie miał być mój kumpel Rayan.
- Siema stary.
- Cześć.
- Nadal o niej myślisz?
- Po czym to tak widać?- upiłem spory łyk piwa.
- Po całym tobie. Słyszałeś o Mike'u?
- Co z nim?
- Dał się złapać policji.
- Ehh. Kiedy znów nocna jazda?
- Dzisiaj o 23.
- Będę, nara.
- Siema.

*Selena*
- Siostra!- przytulił mnie Liam.
- Cześć braciszku.
- Selena!- teraz przytulała mnie cała gromadka 1D.
- Też za wami tęskniłam, ale udusicie mnie zaraz.- zaśmiałam się.
Z śmiercią babci się już pogodziłam. Będzie mi jej brakowało, ale trzeba dalej jakoś żyć. Zdyszana do domu mojego brata wbiegła Angel z małym chłopczykiem na rękach, to pewnie jej siostrzeniec. Postawiła malca na podłodze.
- Jezu Selena.- rzuciła się na mnie przytulając tak mocno, że aż nie mogłam oddychać.
- Angel udusisz mnie!- powiedziałam ledwo.
- Przepraszam, tak tęskniłam.
- Ja też.
- Idź się rozpakuj. Pomogę ci zanieść walizki.- powiedział Niall.
- Damy sobie rade.- powiedziała Angel biorąc moją walizkę i idąc na górę.- No chodź Sel.
- Już idę.- uśmiechnęłam się.- Chodź mały.- wzięłam na ręce chłopczyka.


~*~

- Nie wierze jak on mógł się tak zmienić. Okey no rozumiem kochał cie, kocha i zapewne dalej będzie kochał no ale żeby z tego powodu zrobić z siebie takie coś. Ty nawet sobie nie wyobrażasz co on wyprawiał przez te sześć miesięcy. Okey wyścigi wyścigami no, ale przecież dziwki, alkohol, jakieś dragi i inne pieprzone rzeczy. No chyba to to juz za wiele nie uważasz?- mówiła do mnie Angel, ale ja kompletnie jej nie słuchałam. Siedziałam z małym Tomy'm na kolanach przy fortepianie. On jest taki słodkim brzdącem.- Halo Selena?
- Tak? Mówiłaś coś do mnie?
- Tak mówiłam, że Bieber się zmienił nie do poznania.
- Nie interesuję mnie on.
- Jak to?
- Tak to. Poznałam kogoś, znaczy odnowiłam relacje  z kimś.
- Kogo? Opowiadaj.
- Austin Mahone. - brunetka spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Żartujesz?
- Nie.
- Nie mów, że chcesz umówić się z nim, fuuu.
- Angel nie przesadzaj.
- Pogadamy o tym później. Zabieram cię dziś gdzieś.
- Gdzie?
- Na nocną jazdę, poznasz kogoś.
- A co z  Tomy'm?
- Jest dziś na mojej głowie, ale nie mógłby się nim zająć twój brat na przykład?
- No ja nie wiem czy któryś przystojniak z One Direction będzie chciał się zajmować dzieckiem w pieluchach.- zaśmiałam się.- Ale jakoś któregoś przekonam.

~*~

Musisz dać z siebie wszystko Justin. mówiłem w myślach do siebie siedząc w aucie przed startem. Właśnie teraz mam brać udział w nielegalnym wyścigu.

Z piskiem opon jako pierwszy przekroczyłem metę. Wysiadłem i zacząłem szczerzyć się do Rayan'a.
Odwróciłem wzrok na dwie laski, które do niego podeszły i jedna o coś zapytała. Zaraz, zaraz....to Angel, a skoro jest tutaj Angel z jakoś brunetką to pewnie to jest.
- Selena!-krzyknąłem. Niestety nikt nie usłyszał bo było tu za głośno. Pobiegłem za nimi, ale zatrzymał mnie Rayan.
- Justin, gdzie lecisz?
- To była Angel?
- No tak i?
- A ta druga to kto?
- Nie wiem bo nie zwróciłem uwagi.
- To Selena ty gamoniu! Selena!- podbiegłem do niej i obróciłem gwałtownie na co o mało co się nie przewróciła, gdybym jej nie zamknął w moim uścisku.- Tak za tobą tęskniłem.
- Puść mnie.- powiedziała odpychając mnie.
- Ale...
- Zostaw mnie w spokoju Bieber.- powiedziała i odeszła.
Czy straciłem ją drugi raz, czy ten pierwszy raz nadal trwa?........

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 7.

*Oczami Justina*
Minęły już dwa miesiące odkąd babcia Seleny umarła. Nie widziałem się od tego czasu z dziewczyną. Nie mogłem także wydusić żadnych informacji o niej od jej przyjaciółki |Angel. Selena nie chodziła do szkoły. Podobno odcięła się od świata. A ja tak bardzo za nią tęskniłem. Za jej cudownym uśmiechem, głębokimi brązowymi oczami, za wybuchowym charakterem, po prostu za nią całą. Wiele razy chciałem przyjść do niej, ale kiedy tylko stałem przed jej domem, przypominała mi się tamta noc z balu. Kiedy brunetka powiedziała mi "Nienawidzę cię i tak zostanie na zawsze.". Wtedy moje serce po prostu pękło. Myślę o niej co noc i co dzień, mam kilkanaście nieprzespanych nocy tylko z jej powodu. Teraz ponownie siedzę w samochodzie przed domem Seleny. Nie mam po prostu odwagi podejść do drzwi, zapukać i zapytać jej brata jak się czuje. Z dużych ciemno brązowych drzwi wychyliła się sylwetka Angel razem z Niallem bodajże. Przytulili się na pożegnanie i brunetka odeszła.   Kiedy zobaczyła mój samochód otworzyła drzwi do auta i usiadła obok mnie.
- Cześć.- przywitała się.
- Cześć. Nie powiesz mi co z Sel?
- Ona cierpi Justin i to nie tylko z powodu śmierci jej babci.
- To z jakiego powodu jeszcze?
- Opowiedziała mi co się stało w tą noc kiedy był bal.- spuściłem głowę przypominając sobie znów tą sytuację.- Słuchaj Justin, ja myślę że ona też coś do ciebie czuje. Tylko teraz po prostu o tym nie myśli. Wiesz, śmierć jej babci bardzo ją przygnębiła.
- Sądzisz że mam u niej jakąś szansę?- zapytałem z nutką nadziei.
- Tak, ale...
- Ale?
- Ona wyjeżdża.
- Jak to wyjeżdża?!- podniosłem głos.
- Do Bakersfield, wraca do siebie. Ma zająć się nią ciotka. Powiedziała, że chce zapomnieć o babci w ciszy i o Tobie, Justin.
Poczułem się okropnie. Nie chcę żeby ona o mnie zapomniała. Muszę się ogarnąć. Wysiadłem z auta i zadzwoniłem dwukrotnie dzwonkiem do drzwi. Otworzył Louis.
- Cześć mogę wejść?- zapytałem.
- Cześć, jasne wchodź. Coś się stało?
- Chciałem pogadać z Sel.
- Nie wiem czy ona...- nie dokończył.
- Proszę, tylko chwilę.
- No okey, jak cię nie wywali, nie chce z nikim gadać. Ledwo co rozmawia z Angel.
Wbiegłem na górę. Stanąłem przed jej drzwiami do sypialni i delikatnie zapukałem. Ale nic nie powiedziała, więc wszedłem.
- Selena.- zobaczyłem skuloną brunetkę, leżącą na łóżku z mocno zaciśniętymi powiekami. Nie spała bo szlochała.- Sel.- położyłem się obok niej, przytulając ją mocno od tyłu i kładąc swoją brodę na jej ramieniu. Ona odwróciła się i wtuliła w mój tors. Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
Leżałem z nią tak przez dłuższy czas, aż się nie odezwała.
- Justin?- powiedziała łamiącym się głosem.
- Tak księżniczko?
-  Dziękuję że przyszedłeś.- wtuliła się jeszcze mocniej. Podniosła swoją głowę i spojrzała mi w oczy. Jej prześliczne oczy były przepełnione bólem. Spojrzałem na jej usta, tak strasznie chciałem je pocałować, ale pamiętam to co mi powiedziała. Spuściłem wzrok. Podniosła mój podbródek swoją drobną dłonią i delikatnie ucałowała moje usta. Spojrzała na mnie. Byłem w szoku, ale uznałem to za cofnięcie tych słów, których powiedziała wtedy. Teraz to ja ją pocałowałem, ale o wiele głębiej. Położyła się na mnie, przerwała pocałunek ponownie się wtulając.
- Justin chcę zostać sama.
- Ale...
- Proszę.
- Dobrze.- pocałowałem ją w czoło i wyszedłem.

*Oczami Seleny*
Wyciągnęłam z pod łóżka dwie duże walizki i zaczęłam pakować w nie ubrania, kosmetyki itd. Łzy spływały cały czas mi po twarzy już sama nie wiem dlaczego. Kochałam babcię, ale już tydzień temu pogodziłam się z jej śmiercią, a teraz czemu płacze? Nie chce wyjeżdżać, ale muszę. Po prostu muszę. Jeszcze dziś mam samolot za 2 godziny. Ogarnęłam się i wystawiłam walizki przed drzwi pokoju. Zabrałam torebkę i wyszłam zamykając białe drzwi. Próbowałam je znieść. Pomógł mi w tym Harry. Na lotnisko zawieźli mnie wszyscy. Do odlotu miałam jeszcze 30 min. Razem z chłopakami czekaliśmy w kawiarni.


Rozdział 6

-Selena!!!- W środku nocy obudziły mnie i Angel czyjeś krzyki pod moim oknem.- Kurwa Selena!!!
- Powiem chłopakom, żeby się go pozbyli.- Angel wstała i założyła na siebie szlafrok.
- Czekaj, sama z nim pogadam.- podeszłam do okna balkonowego, ale zawahałam się je otworzyć.
- Nie powinnaś tego robić.
- Angel, proszę cię, daj mi chociaż 5 minut. Jak nie dam rady się go pozbyć zareagujesz wtedy ty.
Zgodziła się na mój układ. Bieber był kompletnie pijany. Nie mógł ustać w jednym miejscu. Zbiegłam na dół. Otworzyłam drzwi i wyszłam, okrążyłam dom dookoła aż znalazłam się na zimnej zielonej trawie.  Jego oczy rozbłysnęły na mój widok, chwiejącym krokiem podszedł do mnie ale się odsunęłam.
- Czego chcesz?- warknęłam ostro.
- Proszę cię porozmawiaj ze mną.
- Rozmawiam, mów co chcesz.
- Proszę idź ze mną na bal.- złapał mnie za ramiona.
- Nie i masz mnie puścić.
- Proszę cię.- schował swoją twarz w moje włosy i zaczął jeździć nosem po szyi.
- Jesteś pijany.
- Wiem o ty.
- Odwiozę cię. Chodź.
Zaprowadziłam go pod samochód mojego brata i szybko skoczyłam po kluczyki które wisiały w garażu. Liam się nie pogniewa że biorę jego auto, mam taką nadzieję.
Odwiozłam szatyna pod sam jego dom. Zaprowadziłam go do jego pokoju. Dziwne że mieszka sam.
Pomogłam mu dojść nawet do łóżka. Mało co mnie nie przygniótł kiedy się na nie przewrócił.
- Zejdź ze mnie wracam do domu.- próbowałam się wydostać spod niego.
- Nie, proszę, nie jedź nigdzie. Zostań tutaj ze mną. Tylko ze mną.- znów to zrobił. Sprawił że nie potrafiłam mu odmówić. Omamił mnie sobą. A ja nie potrafię oprzeć się jemu pod każdym względem.
- Powiedziałam coś.
- Nie.
- Justin, teraz to ja cię proszę.
- Nie proś.
- Dlaczego?
- Bo nie potrafię ci odmówić.- schował swoją twarz w moje włosy, znowu.
- Justin.
- Selena...
- Przestań.
- Bo co?
- Bo uwielbiam ten sposób w jaki wymawiasz moje imię.
- Ja uwielbiam ciebie całą, Selena.
- Jesteś pijany, proszę cię zejdź.- z niezadowoloną miną przewrócił się na bok a ja natychmiast się podniosłam.- Pa.
- Selena zaczekaj...
Wybiegłam z jego domu prosto do swojego auta. W szybkim tempie dojechałam do domu mojego brata.


- I co?- zdenerwowana Angel zjawiła się tuż obok mnie. Było widać ten strach w jej oczach. Obok niej pojawił się też mój brat i reszta. No nieźle to teraz będę miała opieprz.
- Selena.- zaczął mój brat.- Po pierwsze  kto ci pozwolił samej o takiej później porze gdzieś jeździć a po drugie w towarzystwie Biebera. Pijanego Biebera.
- Liam, proszę cię. Daj mi już spokój.
- Młoda co jest.- pojawił się obok mnie Harry.
- Nic.
- Przecież widzę.
- Harry pogadamy jutro. Zmęczona jestem.

Zmęczona położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
- Wastaaawaaaj! Już 14 a bal jest o 18. Nie zdążymy.
- Kur*a! Czemu mnie nie obudziłaś?-  wstałam gwałtownie.
- Haha żartowałam! Jest 11. Louis, Liam i Harry pojechali na zakupy. Zayn zrobił ci śniadanie a ja uciekam na chwilę z Niallem.- wyszczerzyła zęby.
- Aww, wreszcie randka.- podniosłam się z łóżka. I chciałam wziąć swój szlafrok żeby założyć go na siebie bo byłam w samej bieliźnie.- Gdzie mój szlafrok.
- Ostatnio, czyli wczoraj widziałam jak Niall w nim chodził. Wyglądał tak słodko.
-Ja go zabije.- ruszyłam w stronę salonu wrzeszcząc.- Horan! Ja cie uduszę! Oddawaj mój szlafrok.- weszłam do kuchni, stając jak wryta przed Zaynem. W SAMEJ BIELIŹNIE. Chyba każda dziewczyna zrozumie jak się poczułam.
- Ten no, bo ja...No wiesz...Wiesz może gdzie jest Horan?- zapytałam cała czerwona.
- Na dole, układa coś na sali.- zaśmiał się.- Ładny tyłek.- powiedział kiedy się odwróciłam.
- Nie bądź bezczelny.

- Horan!- zbiegłam na dół.
- Tak kochanie?
- Oddawaj!- ściągnęłam z niego mój szlafrok. Zakryłam szybko oczy.- Jesteś nagi!
- O, rzeczywiście. Hehe. Za to ty jesteś w samej bieliźnie.
- Ja stąd wychodzę!- krzyknęłam, odwróciłam się i pobiegłam na górę, mijając na schodach Angel.
- Co tak lecisz, uważaj bo sie wywalisz.
- Na dole jest twój chłopak Niall, GOŁY!
- Arr.- zeszła na sale.
Fuu. Niech oni tego tam nie robią błagam. Ja tam ćwiczę. Założyłam na siebie szlafrok i znów weszłam do kuchni. Usiadłam na krześle przy blacie i zaczęłam jeść śniadanie przygotowywane przez Zayna.
- Dobre.- powiedziałam.- Dzięki.
- Spoko.
Wzięłam długą i relaksującą kąpiel. Owinęłam wokół swojego ciała ręcznik, a w drugi owinęłam  sobie włosy.
Spojrzałam na zegarek. 13. No to mam jeszcze sporo czasu, Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie TV.
- Na co czekasz?- powiedziała Angel siadając obok mnie.
- Czekam na kosmetyczkę i fryzjerkę. Mam nadzieje że nie zrobiłaś tego na dole z Nialle.- poruszała dwuznacznie brwiami.- Fuuu Angel.
- Żartuje przecież haha.


Zakładałam właśnie na siebie sukienkę. Paznokcie, makijaż i fryzura była już gotowa. Gotowa już, wyglądałam całkiem...hmm no ładnie. Myślę że mój partner na bal nie będzie rozczarowany. Tak mam partnera na bal i to nie Justin. Kolega ze szkoły. Angel idzie z kumplem z klasy.
Kiedy Matt już przyjechał, siedziałam na dole razem z Angel.
- Zamówiliście limuzynę, ojj jak słodko.- Angel westchnęła, Chłopacy z którymi idziemy są kumplami więc pewnie jakoś się dogadali.

Głośno. Tak mogę określić bal. Głośno, no ale ładnie. Angel zniknęła razem ze swoim partnerem pół godziny temu, a ja tańczyłam z Mattem, albo z innym chłopakiem który chciał ze mną zatańczyć. Właśnie teraz tańczyłam z Jackobem, kiedy ktoś dotknął moich pleców i powiedział do Jacoba.
- Teraz moja kolej.
- Justin...-wyszeptałam.
- Selena, ja...- zaczął.
- Po prostu się zamknij i nie tłumacz, okey?- powiedziałam wkurzona.
- Ehh, zatańczysz ze mną.
- Niechętnie, ale z grzeczności.
Objął mnie jedną ręką w pasie a drugą złapał moją dłoń. Boże, mimo to że kocham jego zapach, dotyk i wszystko co jest związane z nim to i tak go nienawidzę.
- Chodź.- pociągnął mnie za sobą. Już nie walczyłam z nim, nie chciało mi się.- Wsiadaj.- otworzył mi drzwi do swojego samochodu.
- Gdzie chcesz jechać?
- Zobaczysz.
- Uhhh, nie mam ochoty odwieź mnie do domu.
- Nie.
- Tak!
- Nie.- mówił spokojnie, za to ja krzyczałam na niego.
- W tej chwili masz mnie tu wysadzić!
- Nie.
- Bieber!
- Nie.
- TAK KURWA MAĆ.
- Spokojnie bo jeszcze mnie pobijesz.- zaśmiał sie.
Zmierzyłam go wzrokiem. Całkiem nieźle było mu w garniaku.
- Powiedziałam coś?
- Nie.
- Uspokój się Selena, oddychaj.- mówiłam sama do siebie. Wyciągnęłam telefon i próbowałam dodzwonić sie do Angel, ale kiedy ta nie odbierała chciałam wybrać numer do Liama, ale Bieber wyrwał mi z ręki telefon.
- Co ty kurwa robisz!- wydarłam się.
Zatrzymał się przy jakimś domku i to w takiej dzielnicy, że nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Nachylił się nade mną i po prostu pocałował. Za co dostał natychmiast mocno w twarz. Zamknął uczy i nie otwierał ich.
- Nie waż się nigdy więcej.- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.- Nienawidzę cię i tak zostanie na zawsze. A teraz masz odwieźć mnie do domu. Do MOJEGO domu. Otworzył oczy i spojrzał na mnie z miną...taką...no nie mogę jej opisać. Ale coś we mnie pękło. Automatycznie zmiękłam.
- Justin?
- Selena. Kocham Cię. Tak cholernie i mocno, a ty teraz...- w moich oczach pojawiły się łzy.
- Justin.- nachyliłam się nad nim łapiąc za policzek w który przed momentem go uderzyłam.
- A ty teraz mówisz mi że mnie nienawidzisz.- łza spłynęła po jego policzki. Odpiął pas i wysiadł, ja zrobiłam natychmiast to samo.
- Justin nie! Proszę nie!
- Selena...- Justin podszedł do mnie. Podając mi mój dzwoniący telefon.
- Tak Liam?
- Selena, nasza babcia...
- Liam co jest?
- Leży w szpitalu w LA miała ciężki zawał serca. Nie przeżyje. Lekarze nie dają jej żadnych szans. Powiedzieli, ze mamy niecałe 3 godziny na pożegnanie się z nią. Rodzice już są w drodze do La.- upuściłam telefon, który zbił się. Zaczęłam ciężko dyszeć, a po moich oczach zaczęły spływać łzy. Wybuchnęłam głośnym płaczem. Justin przytulił mnie do siebie.
- Ciii, kochanie. Już do niej jedziemy.- najwyraźniej wszystko usłyszał.



niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 5

- Selena! Mnie się tak nie zlewa!- Angel spojrzała na mnie i na Biebera z wielkimi oczami. Odepchnęłam odruchowo szatyna.- Eee...ja o czymś nie wiem?- zrobiła dziwną minę, która była u niej codziennością.
- Nie?- nie wiedziałam za bardzo jak wybronić sie z tej sytuacji.- Wpadło mi coś do oka i Justin próbował to wyjąć.
- No tak.- potwierdził moje kłamstwo.
- Mhmmm.- brunetka przymrużyła oczy.- Czekam na ciebie pod klasą, Selena.- powiedziała, odwróciła sie i odeszła.
Odetchnęłam z ulgą.
- Wpadło do oka mówisz?- Bieber zaczął sie śmiać.
- Cicho bądź, tylko to mi wpadł do głowy.
- Ahahahha.- śmiał sie cały czas.
- Uhhh idę do niej, widzimy sie później.
- Czekaj!- Złapał mnie za nadgarstek. Nachylił się nade mną i zbliżył swoje usta do moich.- Pójdziesz ze mną na bal?- zapytał. Cofnęłam się w tył.
- Jaki bal?
- No jesienny bal. To jak?
- No z przyjemnością.- uśmiechnęłam sie szeroko, Justin także.- A kiedy on jest?
- Jutro.
- Co?!
- Haha, żartowałem.
- Ufff.- odetchnęłam.
- Pojutrze.
- Justin!
- Teraz serio nie żartuję.- pocałował mnie w polik.- Będę dziś o 18.
- Do zobaczenia.- powiedziałam i odeszłam.

Tego samego dnia miałam jechać na zakupy z którymś z chłopaków. Pewnie mulat ze mną pojedzie on najbardziej z nich wszystkich uwielbia zakupy. Przebrałam się i zeszłam na dół.
- Kto jedzie ze mną?
- Ja!- odezwał się brunet. Tak jak przeczuwałam.
Stałam przed samochodem mulata i czekałam na niego. Kiedy się już zjawił zapytałam.
- Mogę ja prowadzić?- zrobiłam maślane oczka.
- Nie.- odpowiedział krótko.
- Oj no proszę.
- A co ja z tego będę miał?- oparł się o drzwi auta.
- To że pokażesz się ze mną publicznie, z taką mega gwiazdą ci nie wystarcza?- zażartowałam.
- Ale zaszczyt móc jechać na zakupy z taką damą.
- No widzisz, to mogę?
- Niech ci będzie.- rzucił mi kluczyki.
- Dzięki jesteś kochany.- dałam mu buziaka w policzek.
Zayn mi przynosi pecha. Jak na złość nie mogłam odpalić samochodu, a Malik się tylko, a to śmiał, a to denerwował. Kiedy już udało mi się ruszyć jechałam jak to zawsze dość wolno, słuchając głośno muzyki i śpiewając, brunet wiercił się i mamroczył coś pod nosem.
- Coś nie tak!- robiłam mu na złość. Wyłączył radio i spojrzał na mnie z surowa miną. Przeszły mnie ciarki. Odwrócił wzrok, a ja nie chciałam już go denerwować więc przyśpieszyłam.
Wysiadając z auta powiedział.
- Ostatni raz dałem ci prowadzić.
- Zayn, no weź.- był zdenerwowany i to bardzo. No nie wierze że taka głupota go tak wkurzyła.- Bo ci żyłka pęknie.
- No i bardzo dobrze!- wykrzyczał, a ja wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na niego jak na idiotę.- Przepraszam.
- Aha? Okey?
- Chodźmy już do tej galerii.- Wziął mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą.
Chodziliśmy po najprzeróżniejszych sklepach. Niestety, nic nie przypadło mi do gustu. Przymierzałam setki sukienek, ale nic nie potrafiłam wybrać.
- A ta?- Zayn pokazał mi różową krótką sukienkę.
- Taka zwyczajna.- skrzywiłam się.
- Ładna jest. Krótka i różowa.
- No właśnie trochę za krótka chyba co nie.
- Przymierz.- powiedział podając mi ją.
- I jak?
- Zajebiście. Kupuj i lecimy bo się spóźnię na nagranie.
- Dobrze, dobrze.
Po zakupach wróciliśmy do domu, ale Zayn tylko na chwilę bo od razu pojechał na nagrania. Oczywiście w drodze powrotnej to on prowadził.
Angel przyszła do mnie na noc, śpi dziś u mnie.
Brunetka włączyła jakiś nudny film i zaczęła go oglądać zajadając się popcornem. Ja co chwilę zerkałam w telefon czy może Justin napisał, ale niestety nic takiego się nie stało.
- Angel powiedz mi coś.
- Ale co.- powiedziała z buzią pełną prażonej kukurydzy.
- Co takiego jest w Bieberze, że te wszystkie laski tak na niego lecą.
- Nie mam pojęcia, sama sobie odpowiedz na to pytanie, ty tak samo na niego lecisz.- otworzyłam buzie na słowa które wypowiedziała.- Ślinisz się do niego jak buldog na widok pudla.- zaczęła się śmiać.
- A ty to co? Ślinisz się na widok Nialla.
- Bo ja mogę.
- Skoro tak to zapewne nie będziesz zła że teraz za tobą własnie stoi blondas.- zaczęłam głośno się śmiać. Angel odwróciła się w stronę Horana, cała czerwona na twarzy. - Zostawię was samych, pójdę się przejść.
Ubrałam się bo byłam w dresie.  Nie było późno, dochodziła 19, na ulicach LA było jeszcze widno. Przeszłam przez ulicę Biebera. Sama nie wiem czemu, ale jakoś tak mi pasowało, kiedy spojrzałam na jego dom, zobaczyłam jego i jakąś dziewczynę. Szatyn zawzięcie z nią rozmawiał. Wlepiał swoje cudowne oczy w nią jak w obrazek. Moja twarz przybrała niezadowolony wyraz, jak i zarazem zdenerwowany. Ale najgorsze dopiero się stało. Blondynka przybliżyła się do niego i delikatnie pocałowała w kącik ust. Z wrażenia otworzyłam buzię, że Justin na ten gest uśmiechną się i jeszcze ją przytulił. Kiedy blondynka odwróciła się w stronę furtki, Bieber zauważył mnie. Był strasznie przerażony. Spojrzałam na niego znacznie i odeszłam.  Usłyszałam że biegnie za mną wykrzykując moje imię,
- Selena ja ci wytłumaczę.
- Ale co? Nic się nie stało.- patrzyłam na niego z wrednym uśmieszkiem.- A i bal. To nie był dobry pomysł, żebyśmy poszli na niego razem. Jesteś dla mnie tylko partnerem do tańca i zawsze nim pozostaniesz. Nie jesteśmy nawet przyjaciółmi, więc będzie lepiej jak znajdziesz kogoś innego kto z tobą pójdzie. Cześć.
- Selena...- to ostatnie słowo, które wtedy od niego usłyszałam.
Wróciłam do domu, weszłam i trzasnęłam mocno drzwiami. Na kanapie Niall i Angel leżeli i całowali się.
- No brawo Angel już chcesz dać mu dupy. Szanująca z ciebie kobieta jest nie powiem że nie! Każdy facet to świnia i żaden nie powinien mieć dostępu do jakiejkolwiek dziewczyny!- wykrzyczałam i pobiegłam do swojego pokoju. Zaczęłam płakać. Obraziłam swoją najlepszą przyjaciółkę, ale to przez tą całą sytuację. Ona wie że nie powiedziałam tego szczerze, ale wkurzyłam się, Leżałam i płakałam w poduszkę. Do pokoju weszła Angel.
- Selena co sie stało?
- Przepraszam cię Angel za to co powiedziałam, ale teraz proszę wyjdź bo chcę zostać sama.
- Nie nie wyjdę i mów mi kurwa mać co jest nie tak?!
- Bieber! Miałaś racje co do niego! To pieprzony gwiazdor, który nie ma uczuć i najchętniej prze ruchałby każdą laskę.
- Selena, nie rycz przez jakiegoś szmaciarza. Tyle razy, kiedy byłyśmy jeszcze w gimnazjum powtarzałyśmy sobie, że nie warto załamywać się przez dupków tylko trzeba się zawsze odegrać, a ty teraz ryczysz.
- Masz racje. To tylko partner do tańca. Nic więcej, ale odegram się i jeszcze zobaczy.
- No i prawidłowo kochanie. Chodź idziemy spać. Dobranoc.

***********************************
Miłego czytania!:*